Po bardzo nieudanym Angelf of Dakness chyba wszyscy fani serii Tomb Raider stracili nadzieje na powrót Lary Croft do świetności, do pamiętnych czasów pierwszej i drugiej serii przygód. Czy TR Legend może uratować Larę przed ostatecznym upadkiem? Czy Tomb Raider stanie się martwą legendą?
Od razu muszę powiedzieć, że nie będzie martwą legendą. Z tą częścią Lara odżyła! Podczas grania odczuwa się wielką przyjemność, porównywalną nawet z tą z TR2! Po prostu gra się bardzo dobrze, a po obrzydliwości jaką był Angel of Darkness nie ma ani śladu.
A o co tu chodzi? Każdy wie, przecież każdy choćby przez chwilę grał w TR. Zazwyczaj trzeba pokonywać naturalne przeszkody. Wspinaczka, niebezpieczne skoki- to czynności które Lara musi wykonywać bez przerwy z perfekcją. Jeden błąd i pani Croft spada w przepaść. Trzeba oczywiście wykorzystywać otoczenie. Pokonywanie naturalnych przeszkód to nie jedyne trudności na które napotyka Lara. Na jej drodze stają również inni rządni przygód ludzie. Zazwyczaj są oni dobrze uzbrojeni, a inteligencją nie grzeszą (o tym zaraz). Zdarza się spaść z kondygnacji i przeżyć. Wtedy trzeba dojść do danego miejsca ponownie. Na szczęście sytuacje takie nie zdarzają się zbyt często, więc nie jest to frustrujące. Sami zaś unikamy powtarzania sytuacji w której musimy wspiąć się do danego miejsca klkanaście razy tylko dlatego, że maścimy ostatni skok.
Na szczęście checkpointy zostały rozmieszczone dość gęsto. Zazwyczaj po jakiejś trudnej przeszkodzie znajdzie się jakiś checkpoint.
Nowa Lara wcale nie jest taka nowa, bo wszystko ma nadal na swoim miejscu. Nawet jej ruchy nie odbiegają od pierwowzoru. Oczywiście są płynniejsze. Nowość to wykorzystwanie drążków (bez skojarzeń proszę). Jeżeli ktoś grał w "dwójkę", to na pewno nie będzie miał problemów z opanowaniem ruchów Lary z "legendy".
Podczas pojedynków jest możliwość z korzystania z otoczenia. Można np. zrzucić skały na przeciwnika. Zaskoczony nie ma żadnych szans na przeżycie.
Wspominałem już o tym, że trzeba się niejednokrotnie zmierzyć z ludzkim przeciwnikiem. Są to bardzo łatwe pojedynki. Przeciwnicy wogóle nie potrafią współdziałać. Zdjęcie przeciwnika jest bardzo proste. Poruszają się oni schematycznie, a zestrzelenie ich nie sprawia żadnych trudności. Próbują się oczywiście ukrywać, ale niezbyt się to sprawdza, bo wystarczy zmienić swoje położenie, a przeciwnik głupieje i niebardzo wie co ma zrobć. Szkoda, pamiętam, że w TR2 pojedynki do łatwych nie należały nawet przy użyciu gamepada.
Graficznie TR Legend wypada całkiem przyzwoicie, a nawet bardzo dobrze. Ładne widoczki towarzyszą nam od początku do samego końca :) Nie ma czasu na nudę. Co prawda prześwitów nie udało się całkowicie wyeliminować, ale pojawiają się one z rzadka. Ale ubranie pani Lary Croft nie prześwituje :( Do jej animacji programiści przyłożyli porządnie rękę! Różnorodność środowisk również wpływa pozytywnie na odczucia wynoszone po kilku godziach grania...
Kilku? Tak, kilku. Nawet nie kilkunastu. Tomb Raider Legend jest krótką grą. Niestety ilością godzin zmieścimy się praktycznie w jednej cyfrze! Szkoda, bo misje są ciekawie zaprojektowane, ale przy kilku godzinach rozrywki traci to swój blask.
Muszę to jeszcze raz napisać: mimo licznych uchybień TR Legend wciąga na maksa. Ta gra ma coś w sobie, co nie pozwala oderwać się od monitora. Zagadki zostałuy wymyślone tak, by gracza nie męczyć, by gracz ruszył szarymi komórkami, ale wcale nie musiał tracić czasu na błedne zwiedzanie lokacji w poszukiwaniu "czegokolwiek". Może dlatego TR Legend jest takie krutkie?
Tomba Raider Legend jest bardo dobrą grą, jes to duży krok w stronę nieśmiertelności Lary, bo śmierć pukała już do jej drzwi z zaproszeniem. Na szczęście odpowiedzialne za TR Legend Crystal Dynamics stanęło na wysokości zadania i uratowało Larę przed ostatecznym upadkiem. Bardzo fajnie się gra!! Tym razem nie tylko dla fanów serii.